Hotele na Wakacje

Afryka Tunezja

data: 2006-12-11 | kategoria: Po prostu wakacje
Rezerwacja hoteli
TUNEZJA 1.07.2006 – 15.07.2006r.
We wtorek 27.06 zapadła ostateczna decyzja: lecę do Tunezji, po słońce, przygodę i opaleniznę, a przede wszystkim jednak na spotkanie z Afryką. W środę odebrałam jeszcze potwierdzenie rezerwacji i zaczynam się pakować, aby w sobotę móc w pełnej gotowości stawić czoła przygodzie. W sobotni wieczór 1.07 wyruszamy z Kamilą i Damianem, Jego samochodem w kierunku lotniska we Wrocławiu.

Na lotnisku krótka odprawa z przedstawicielem biura podróży EXIM TOURS, czyli wręczenie wouczerów podróżnych oraz polis ubezpieczeniowych (ważne!), no i ustawiamy się w kolejce do odprawy bagażowej.

Tym razem mój bagaż ważył nieco za dużo (prawie 19kg), ale nie kazali mi dopłacać:) Wówczas dostałam też kartę pokładową z numerem 22C, czyli ostatni rząd, bo samolot nie był zbyt duży.

Potem oczywiście miała miejsce jeszcze odprawa paszportowa, a wcześniej była „brameczka”. Po drodze jeszcze kilka fotek (zza płota) zrobionych przez profesjonalnych fotografów, czyli Kamilę i Damiana, a potem o godz. 3.25 startujemy i lecimy na spotkanie z Afryką. Już w czasie podróży mieliśmy klimaty tunezyjskie, bo lecieliśmy tunezyjskimi liniami lotniczymi, czyli „Tunisair”. Obsługa bardzo miła, oczywiście w większości mężczyźni. Dostaliśmy smaczną kolacyjkę z melonem na deser. Jeśli chodzi o lot, byliśmy zachwyceni i pełni podziwu dla pilotów: delikatny start i bardzo łagodne lądowanie.

Lot trwał prawie trzy godziny, obyło się bez turbulencji (a wiem, co to znaczy). Rano o godz. 6.35 wylądowaliśmy na afrykańskiej ziemi, czyli w Monastirze. Tam czekali na nas przedstawiciele naszego biura podróży, którzy rozlokowali nas do poszczególnych autokarów, nimi odbył się nasz transfer do hoteli pod opieką rezydentów.

Po wyjściu z samolotu, a jeszcze przed wejściem do autobusu mogliśmy przekonać się, że wylądowaliśmy w ciepłym kraju:)

Zgodnie z moim wyborem wylądowałam w hotelu NOUR JUSTINIA. Jak się okazało nasz hotel dzieliła od morza tylko ulica i nadmorska promenada!!!! Wspaniale!!! Przy recepcji powitali mnie, oczywiście, panowie recepcjoniści, pomogli wturlać się z bagażami na pierwsze piętro, do pokoju 156, który stał się moim domkiem na najbliższe dwa tygodnie.

Szybko się umyłam, przebrałam i pobiegłam na śniadanko. Po nim, okazało się, że zmęczenie jest silniejsze od ciekawości, więc szybciutko się zdrzemnęłam, a potem nad morze marsz, sprawdzić, czy tutaj rzeczywiście mają morze, no i zwiad, czyli, gdzie wylądowałam:) Podczas spaceru brzegiem morza dałam się wkręcić w rejs statkiem – Piratem.


5 – 6. 07. 2006 – DWUDNIOWE SAFARI
W środę 5.07 pobudka wczesnym rankiem, bo o godz. 6.40 przyjechał po mnie autokar, który zabrał nas na dwudniowe safari.

Najpierw zwiedzaliśmy hotele, zbierając kolejnych uczestników wyprawy. Pierwszy prawdziwy postój mieliśmy w miejscowości El Jem. Zwiedziliśmy tam Koloseum z III w.p.n.e. Robi wrażenie, bo choć mniejsze od rzymskiego, to jednak jest w lepszym stanie.

Następnie jechaliśmy przez Sfax (drugie co do wielkości miasto Tunezji), Gabes do Matmaty. Tam zobaczyliśmy jak mieszkają Berberowie, nazywani Troglodytami (najstarsi mieszkańcy Tunezji), czyli obejrzeliśmy ich jaskinie. Potem zjedliśmy pyszny obiadek (kuskus) w berberyjskiej restauracji (czytaj: jaskini) Następnie udaliśmy się do Douz, miejsca zwanego Bramą Sahary, typowej oazy pustynnej.

A potem? Zmieniliśmy środek lokomocji, czyli pierwsza atrakcja – przejażdżka na wielbłądach. Najpierw pięknie nas ubrano „w pasiaste odzienie wierzchnie”, a przede wszystkim w rekordowym tempie zakręcono nam na łepetynkach piękne turbany. Skwapliwie sprawdziłam, czy czasami nasze dromaderki nie pachną inaczej (bo miałam informację od mojego sąsiada - weterynarza, że strasznie śmierdzą), ale na szczęście okazało się, że nasze nie śmierdziały! Chyba wykąpali je z okazji mojej wizyty:) Nasza karawana przez godzinę błądziła po Saharze w poszukiwaniu .... wczorajszego dnia, albo skrawka cienia:) Dromaderki nie sprawiały większych kłopotów, ba nawet starały się iść, tam gdzie chcieliśmy, a właściwie ich opiekunowie.

Było wspaniale, choć trochę ciepło, ale ponoć tego dnia nie było tak gorąco, tylko 50ºC... w cieniu, no i wiał wiaterek, szkoda tylko, że ciepły.... i z piaskiem.... Po przejażdżce, pełni wrażeń, daliśmy się zakwaterować w hotelu Oasis Dar Kebili. Pilot nie musiał nas długo namawiać, wspomniał tylko, że czekają tam na nas dwa baseny z kaskadami, prysznice, ładne pokoje z klimatyzacją i już daliśmy się zakwaterować w hotelu prawie na..... środku pustyni!!!!!

Jak się okazało, pilot nie ściemniał i wszystko na nas rzeczywiście czekało, łącznie z kolacyjką. Po kąpieli w basenach i jedzonku, grzecznie poszliśmy spać, bo następnego dnia czekała nas pobudka o godz. 4.15.

W czwartek 6.07 bezlitośnie rozdzwoniły się w naszych pokojach telefony, o nieludzkiej porze, czyli godz.4.15. Pobudka! Szybkie, słodkie śniadanko i o godz. 5.15 wyruszamy w kierunku Tozeur do największego słonego jeziora w Afryce – Chott El Jerid, aby tam powitać wschodzące słońce. Jezioro - dużo powiedziane, bo soli było tam pełno, a wody, to ze świecą szukać. Jak się okazało 70% powierzchni tego jeziora stanowi sól. Żeby było śmieszniej, robienie zdjęć zaczęliśmy od znaku z informacją „Algieria 150 km”. Po seansie ze wschodem słońca w tle ruszyliśmy dalej, aby po krótkiej przejażdżce zmienić środek lokomocji na jeepy. Wtedy zaczęło się dla mnie prawdziwe safari. Coś, co tygrysy lubią najbardziej: autka terenowe, piękne widoki za oknem, a przede wszystkim .... droga, której ... zazwyczaj nie byłoJ Zatrzymaliśmy się w dwóch oazach Chebika i Tamerza. Jeepy! – to była jazda, pokonaliśmy fragment odcinka rajdu Paryż – Dakar. Nasze rumaki, a także ich kierowcy, spisywali się dzielnie, mimo, że chwilami nie było widać kół samochodów, bo tonęły w piasku. Doszliśmy do wniosku, że w Tunezji kierowcy ćwiczą poślizg kontrolowany w piasku. Po pięciogodzinnej przejażdżce (250km) pełnej podskoków, przewrotów, wzlotów i upadków w rytm muzyki arabskiej, wylądowaliśmy na obiedzie w Melaoui.

Po nabraniu sił, pojechaliśmy do Kairouan – czwartej stolicy Islamu. Tam zerknęliśmy na meczet (z zewnątrz) i sprawdziliśmy jak się robi i ile kosztują dywany. Kupiliśmy upominki i wio! do Sousse. W sumie pokonaliśmy w 2 dni 2000km drogami (i nie tylko) Tunezji. Było pięknieJ


PORT EL KANTAOUI
Jak się okazało na dwudniowym safari miałam zdziebko za mało wrażeń, więc wieczorem z całą drużyną wybraliśmy się do Portu El Kantaoui. Pojechaliśmy tam taką śliczna różowiutką taksóweczką – określiliśmy ją mianem chińskiej, bo niesamowicie szybko śmigaliśmy ulicami naszego Sousse, gdyż nasz kierowca wyzwał na pojedynek swojego kolegę. Bardzo zależało mu (nam też) na wygranej, że nawet wjechał na rondo z lewej strony:) Ale opłacało się, bo wygraliśmy:)

W porcie były grające fontanny, więc musieliśmy sprawdzić, czy to prawda. Faktycznie były, nawet kolorowe, grała do tego muzyka, ale to nie to co widziałam w Hamburgu Po „koncercie” wstąpiliśmy jeszcze do na pyszną herbatkę miętową. Jeszcze teraz czuję jej słodycz! Pychota!!!!


Piątek 7.07.2006 – REJS STATKIEM „PIRAT”
W piątek o godz. 9.00 czekaliśmy przy recepcji na Jalele, który miał nas zaprowadzić do portu na rejs statkiem – Pirat. Rejs, no cóż, powiem tylko tyle, już mnie nikt nigdy nie namówi na żadne „piraty”. Trochę płynęliśmy, dali nam jeść i pić, można też było popływać w Morzu Śródziemnym daleko od brzegu. Coś mi się wydaje, że już nieco za dużo widziałam i byle co mnie nie zachwyca:)


SOBOTA, 8.07.2006 – WYCIECZKA DO TUNISU, SIDI BOU SAID I KARTAGINY
Był to kolejny dzień, w którym bardzo wcześnie, bo o godz. 6.00 pojawiłam się na śniadaniu (byłam pierwsza!). O godz. 6.20 miał przyjechać po mnie autokar. Tym razem ruszyliśmy w kierunku stolicy Tunezji – Tunisu.

Najpierw zwiedziliśmy Muzeum Bardo – z unikatową kolekcją rzymskich mozaik. Następnie zwiedziliśmy jeden z domów w miejscowości Sidi Bou Said, w przepięknej wiosce mauretańskiej. Przede wszystkim podziwialiśmy tam niesamowite widoki na morze Śródziemne i góry Atlas.

Potem zwiedziliśmy starożytną Kartaginę, założoną w 814r.p.n.e. oraz termy Antoniusza.

Po pysznym obiadku w restauracji z widokiem na morze wylądowaliśmy na medinie Tunisu. Oj, co tam się działo! A zbiórkę mieliśmy przed tunijskim Big Benem (a Parlamentu nie widziałam). W Tunisie nie zapomniałam oczywiście wypić pysznej herbatki miętowej:)


PONIEDZIAŁEK, 10.07.2006 – MECZET W SOUSSE I NIE TYLKO
Tego dnia wybraliśmy się do meczetu w Sousse. Dowiedzieliśmy się wcześniej, że po kupieniu biletów za dwa Dinary, można go zwiedzić.

Jak się okazało, zrobili nas w meczet, bo zapłacić trzeba było, ale po wcześniejszym uzupełnieniu naszej garderoby brakującymi elementami (zakryciem ramion i kolan) mogliśmy popatrzeć z zewnątrz. Wejść do środka - mowy nie ma!!! Po naszym pseudo-zwiedzaniu meczetu pochodziliśmy jeszcze po medinie, zrobiliśmy ładne fotki m. in. z murem obronnym dookoła mediny i palmami.
A po południu?..... Grzecznie zameldowaliśmy się na plaży, aby uzupełnić opaleniznę:)

ŚRODA, 12.07.2006 – WYCIECZKA DO MONASTIRU
Po poranku mile spędzonym na plaży, pojechaliśmy „metrem”, czyli, jak określiliśmy, kolejką z XIV wieku do Monastiru. Monastir – to miasto, do którego kilkanaście dni wcześniej przylecieliśmy i już za kilka dni mieliśmy z niego lecieć do Polski. Zwiedziliśmy tam wszystko, co nam się podobało, niekoniecznie wiedząc, co to jest, ale czasami wystarczy nasycić oczy pięknymi widokami, a potem pójść na medinę i zrobić zakupy. Co też oczywiście uczyniliśmy, skutkiem czego wszystkie panie zaopatrzyły się w nowe, gustowne klapeczki. Panowie klapeczek nie dostali:)


Tak wyglądało moje drugie już spotkanie z Afryką. Tunezja, z pewnością jest najbardziej zeuropeizowanym krajem afrykańskim. W Maroku czułam, że jestem w Afryce, a tutaj niekoniecznie. Przykład? Gdy w Maroku muezin nawoływał do modlitwy na suku cichła muzyka, a w Tunezji....robili głośniej. Co nie znaczy, że nie ma tam praktykujących muzułmanów:)

W Tunezji zabronione jest wielożeństwo. W tym kraju, to mężczyźni mogliby walczyć o równouprawnienie, bo prawa, jakie tam mają kobiety nie przysługują w żadnym innym kraju. Policjant nie może np.: zatrzymać kobiety prowadzącej samochód. Raj na ziemi!!!:)

Kobieta, jeśli pracuje, to zarobione przez siebie pieniądze, wydaje na kosmetyki i ubrania, bo na życie musi zarobić jej mężczyzna. Mężczyzna, chcąc się ożenić musi wybudować dla swej przyszłej żony dom, a ona wnosi w posagu jego wyposażenie.

Jeśli jednak małżonkowie decydują się na rozwód bo on ma inną kobietę (nie ma ślubu kościelnego), wówczas mężczyzna musi zostawić dom swojej żonie, a sam przenosi się do swojej rodziny, bo jakie ma inne wyjście?

Tunezja – to kraj różnorodny, od zielonej północy do piaszczystego południa z Saharą, od Morza Śródziemnego do Gór Atlas.

Sporo można się dowiedzieć o tym kraju i jego mieszkańcach od nich samych, czyli podczas długich dyskusji w sklepach, czy restauracjach lub barach. Przecież kupno jakiejkolwiek pamiątki, to ważna sprawa i czasami rozmowa o cenie może trwać do dwóch godzin, ale przy wodzie mineralnej lub herbacie miętowej, czas mija bardzo mile.

Tunezyjczycy natomiast interesują się naszym krajem. Nie mogli się nadziwić, że choć w Polsce mamy tak ciepło, to woda w naszym morzu jest zimna. No właśnie, dlaczego?:)

No i jeszcze jedno, jeśli ktoś jest daleko za Murzynami, to na pewno my, a nie Tunezyjczycy, jeśli chodzi o ..... znajomość języków obcych. Tam od klasy pierwszej szkoły podstawowej dzieci uczą się dwóch języków: arabskiego i francuskiego, potem dochodzi jeszcze język angielski. Skutkiem tego wszędzie, nawet w najmniejszym sklepiku można się swobodnie porozumieć w języku angielskim, a ze starszymi sprzedawcami w języku niemieckim. Po francusku – nie sprawdzałam. A u nas? Cóż......

Pobyt w Tunezji dostarczył mi wielu niesamowitych wrażeń. Z pewnością wiedziałam już trochę więcej o Afryce, niż gdy rok temu leciałam do Maroka. Jednak wróciłam wypoczęta, opalona, zadowolona:)

Czego nie zapomnę i za czym będę najbardziej tęsknić? Za otwartością, serdecznością, spontanicznością ludzi, a także pięknymi plażami, ciepłą wodą w morzu i ....oczywiście opalonymi brunetami, którzy mają niespotykane u nas poczucie rytmu:) Jak oni tańczą!!!

Iza Karólczak

Re: Afryka Tunezja | 2006-11-13 09:21:49 | ~mala_mi

Ja chcę kolejne opisane twoje przeżycia. Czyta się to naprawdę świetnie. Jakby się tam było. Proszę o więcej relacjiz twoich wypraw.

Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-13 23:46:29 | ~as

swietnie piszesz,czyta sie z przyjemnoscia. czy masz cos jeszcze/

Re: Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-15 18:57:19 | ~Iza

Dziękuję za Twój kolejny miły komentarz.Jeśli chodzi o inne relacje, to patrz komentarz wyżej:))))))

Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-13 23:54:43 | ~as

maroko cudowne wakacje.to wrazenia z ubieglego roku tez swietne pozdrawiam

Re: Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-15 18:49:41 | ~Iza

Dzięki:) Też pozdrawiam:)))

Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-15 18:55:44 | ~Iza

Dziękuje Ci za bardzo miły komentarz:) Jeśli masz ochotę, zachęcam do lekturki artykułu - Maroko - cudowne wakacje.Też moje, ale z ubiegłorocznych wakacji. Inne relacje? No cóż, musiałabym wyszperać coś z przeszłosci z wypraw po Europie, bo teraz grzecznie pracuję i ciułam kasę na nastepne...

Re: Afryka Tunezja | 2006-11-18 13:24:32 | ~Karolina

Hej!
Świetnie opisałaś swoje wakacje w Tunezji. Masz łatwą rękę do pióra. Może pomyśl o wydaniu ksiązki ze swoimi wyprawami.
Pozdrawiam :-)

Re: Re: Afryka Tunezja | 2006-11-18 19:39:10 | ~Iza

Ksiażka, ksiażką, przecież nie święci garnki lepią, ale ktoś jednak musiałby to kupić, a co gorsza ...... przeczytać:))))) Dzięki za miły komentarz:) Pozdrawiam:) A..... i bez obaw, czyli jednak pozostanę przy swoich zajeciach i za ksiażkę sie nie zabiore:):)))))