|
|
Po prostu Koninki
data: 2010-20-03 |
kategoria: Miejscowości
Koninki. Pierwsza myśl: Kurcze gdzie to jest? Na końcu świata a może dalej? Okazało się, że Koninki położone są marne 45 minut od domu. Wstyd nie wiedzieć.Padło hasło - jedziemy na weekend. Ucieszyłem się, nie przeczuwając grozy sytuacji. Wszak weekend to odpoczynek. Więc co złego może się stać? Dojechaliśmy do miejsca w którym ptaki zawracały. Jednak wszechobecne samochody na krakowskich rejestracjach jechały dalej. Cóż, skoro one nie znają strachu, my nie pozostaliśmy gorsi. Z Krakowa do Koninek jest rzut beretem. Takim bez antenki. I zapewne dla dlatego 95% wszystkich odwiedzających to ludzie z Krakowa. Nie napisze, że Krakusi, bo nie udało mi się wszystkich poznać. Traktują oni tą miejscowość jak przedłużenie własnego podwórka. Wydaje im się, że są u siebie. Niektórzy rzeczywiście są u siebie, reszta niestety ma widocznie trudności, z prawidłową oceną rzeczywistości. Koninki przywitały nas piękną pogodą. Słońce powoli chowało się za górami pokrytymi lasem. Było uroczo. Ba, można rzec, było bardzo pięknie. Abyśmy przestali błądzić po jedynej drodze, na nasze spotkanie wyszła nasza przemiła Gospodyni. Tutaj mała uwaga. Nasza Gospodyni nie wyglądała jak Gospodyni. Czyli nie miała chustki na głowie, nie miała wzorzystej sukni, twarzy przeoranej setką zmarszczek, siwych włosów i 135 lat. Nasza Gospodyni to miła, młoda osoba w naszym wieku, która zaprosiła nas do siebie. W sportowym ubraniu, adidasach i wiecznie uśmiechnięta. Nie wiedziała co uczyniła zapraszając nas do swojego domku letniskowego na weekend. Cóż, człowiek całe życie się uczy. Po gorącym przywitaniu, przycumowaniu na wyznaczonym miejscu parkingowym przyszła kolej na wypakowanie bagaży i rowerów. Dokręcanie kół, ustawianie hamulców i dyskusje o wszystkim i niczym trwały aż do zachodu słońca. Biorąc pod uwagę, że jak dojeżdżaliśmy, chowało się ono za szczyty - nie trwało to długo. Panujący wszędzie spokój, bliskość przejrzystego potoku, zasilanego zapewne z jakiegoś czystego, górskiego źródła momentalnie uspokajała skołatane nerwy. No można by już wracać. Ale ognisko.... Ognisko czeka na rozpalenie a kiełbasa i inne wiktuały na zjedzenie. Nie można zawieść oczekiwań kiełbasy. I miała być też druga część. Jednak pierwsza zniknęła w czeluściach dysku i dopiero teraz w przypływie wiosennych porządków, wypłynęła na wierz. Druga część niestety nie powstała, ale może powstanie? Wszak zbliża się kolejny sezon rowerowy. |
KategorieWyszukiwarkaPisz do Nas
Jeśli chcesz się podzielić wrażeniami, ostrzec przed nieuczciwością, polecić miejsca godne uwagi, zamieścić ofertę swojego ośrodka
zrób to TERAZ!
Nasi partnerzy |