|
|
Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009Sprawdzone przez Coroner.pl
data: 2009-09-06 |
kategoria: Relacje
Zakynthos (maj AD2009)Cel wyprawy czyli „co to i gdzie to” Zakynthos jest niedużą wyspą na Morzu Jońskim (na zachód od Bałkanów i Grecji lądowej), mocno spustoszoną i przetrzebioną z zabytków przez trzęsienie ziemi w 1953 roku. Wenecjanie określili tą wyspę „Kwiatem Orientu” ze względu na dużą ilość zieleni na wyspie, której trzęsienia ziemi nie przeszkadzają, a dziś wyspa (zwłaszcza w południowej części) jest także bogata w „infrastrukturę turystyczną i gastronomiczną”. Wyspę tę wybraliśmy z żoną jako cel tygodniowego wyjazdu wypoczynkowego (z Rainbow Tours) ze względu na walory wypoczynkowe (zwłaszcza, że maj to okres kwitnienia na „Kwiecie Orientu”). Jesteśmy w sumie typem „zwiedzaczy”, ale ze względu na błogosławiony stan małżonki ograniczaliśmy nieco nasze ambitne zapędy. Ponieważ zeszłoroczny urlop spędziliśmy na Krecie, dlatego nawet nie będę unikał porównań – specyfika wysp jest jednak nieco inna, a może poniższy opis przyda się komuś przy planowaniu wycieczki... Zakwaterowanie Wycieczkę, jak już wspomniałem, wykupiliśmy w Rainbow Tours – sam „boarding”, przelot i lądowanie przebiegły całkiem standardowo (choć kołowanie do lądowania nad Zakynthos dostarcza przyjemnych widoków, zwłaszcza że pas jest krótki i do lądowania podchodzi się bardzo nisko nad plażą), a transfer był króciutki, bo Laganas – miejscowość, gdzie był nasz hotel – jest zaledwie parę km od lotniska. Anastasia Beach Hotel jest naprawdę ładnym hotelem na skraju Laganas (co jest raczej zaletą, ale o tym za chwilę) tuż przy plaży, trzeba jednak przyznać, że na zdjęciach wygląda lepiej niż w real. Generalnie mam wrażenie, że np. na Krecie liczba gwiazdek hotelu trochę więcej znaczyła. Dostaliśmy pokój w przyziemiu, co dla nas było raczej zaletą niż wadą, zwłaszcza po doświadczeniach kreteńskich – Grecja jest krajem, gdzie chłód od ziemi jest bardzo pożądanym zjawiskiem. Z drugiej strony pokoje były kiepsko wentylowane (kratka wentylacyjna była raczej „dla picu”) i nieco wilgotne (tzn. ręczniki nie chciały schnąć – żadnego grzyba itp. niespodzianek nie stwierdziliśmy), ale istniała możliwość zamknięcia zewnętrznych żaluzji z otworkami zamiast okna. Tutaj ciekawostka, bo po sprzątaniu ekipa hotelowa zostawiała drzwi i okna otwarte na oścież dla wywietrzenia – musieliśmy zwrócić uwagę obsłudze, że w hotelu są także Polacy i mogą być mniej uczciwi niż tubylcy. Niemniej na wakacjach trzeba przyjąć, że w pokoju się tylko śpi. Pokój z balkonikiem wychodził na wewnętrzne patio hotelu z palmami, winoroślami i kwiatami – nie wiało tak od morza i chłodek dawało przyjemny, ale nad ranem ptaszki „dawały czadu”. Małżonce odrobinę przeszkadzało, ale mnie byle wróbel nie zbudzi ;) Wyżywienie było całkiem znośne – co prawda wiele potraw na Krecie (malutki hotel Bella Pais) było znacznie lepiej przyrządzonych (np. faszerowane pomidory z miętą), niemniej Anastasia Beach Hotel jako hotel duży serwował większą ilość potraw i przy każdym posiłku znalazło się coś naprawdę pysznego – i to nie tylko pod Brytyjczyków (tzn. było sporo potraw greckich). Laganas Laganas to miejscowość przy południowych plażach Zakynthos, na których (w teorii) składają jaja żółwie morskie Caretta Caretta (ale to część plaży dalej w stronę Kalamaki). Przy okazji – żółwi w tej okolicy jest już coraz mniej i na niewiele zdają się kary UE na Grecję... w końcu też są w top3 pod względem PKB w Europie ;) Sama miejscowość zrobiła na nas nieco piorunujące wrażenie, choć niekoniecznie pozytywne – WSZYSTKO jest tam zrobione pod turystów z UK. Poza faktem, że główna ulica Laganas wygląda jak w Miami (Floryda) z Pizza Hut, KFC, McDonaldsem, burgerami, Mexican barami itp, w knajpach serwowane są English, Scottish czy nawet Dutch breakfasty (Greek jakoś nie widać), a na dokładkę można odwiedzić striptease–y itp, to jeszcze przejście wieczorem przez miejscowość oznacza opędzanie się od angielskich (!!!) naganiaczy i naganiaczek z przyulicznych knajp i barów (wdzięczących się jak nie przymierzając "córy Koryntu"). Wśród natłoku Canadian barów, knajp pod wdzięcznymi nazwami Robin Hood czy Taj Mahal, greckie tawerny z greckim jedzeniem są nieco przytłoczone i jest ich wyjątkowo mało (ale są) – co trochę świadczy o mentalności brytyjczyków... Wzdłuż wybrzeża także znajduje się rozbudowana „gastronomia” przy czym polecałbym grecką tawernę „Tasos” w połowie drogi plażą od centrum do obrzeży Laganas – serwują najlepszą Frappe na wyspie, a zimne „large Beer” kosztuje u nich 1,5 euro – najtaniej na wyspie. Plaża Plaża w Laganas jest szeroka, piaszczysta, a morze płytkie (ze 100m w morze i nadal po pas wody – idealne dla dzieci) i ciepłe – nawet w maju. Co prawda bliżej centrum morze wyrzuciło sporo brytyjskich "wielorybów" smażących się co gorsza topless, ale dalej w stronę Kalamaki plaża robi się pustawa i nie słuchać już „umc–ów” dobiegających z knajp Laganas. W pobliżu Kalamaki na wydmach utworzony jest Marine Park dla żółwi, a strażnicy chodzą i zwracają uwagę, żeby nie rozkładać się przy wydmach tylko bliżej wody (nie wbijać parasoli w piach itp), a w nocy ta część plaży jest całkiem zamknięta (żółwie składają jaja). Tu ostrzeżenie – za Kalamaki wybrzeże robi się bardziej skaliste i nieduże plaże między urwiskami są siedliskiem naturystów – nie ma to jak znienacka zobaczyć spalone na raczka klejnoty rodowe jakiegoś (na)turysty... Niemniej urwiska w tej części są bardzo malownicze, zwłaszcza że drobne strumyczki torujące sobie drogę przez skały potrafią wypływać z jakiegoś otworu 40m nad poziomem morza i rozpraszać się całkowicie na wietrze zanim opadną. Wycieczki W ramach ekstensywnego zwiedzania wyspy zdecydowaliśmy się na dwie wycieczki – autokarową dookoła wyspy i statkiem dookoła wyspy. Oczywiście wycieczki wykupywaliśmy w lokalnym stoisku wycieczkowym (jest ich sporo w Laganas) zamiast u rezydenta – wyszło ponad 2x taniej, zwłaszcza że przed sezonem i bez obłożenia (do tego w czasach kryzysu) ceny całkiem przyjemnie spadły, a na drugą wykupywaną wycieczkę dostaliśmy specjalny upust od sprzedającego ją Greka. Teoretycznie wycieczek jest więcej włączając w to sąsiednie wyspy (Kefalonia, Itaka), Olimpię, a nawet Ateny, ale trzeba sobie coś zostawić do zwiedzania na następne lata (z potomkiem) i bliższe celowi destynacje. A teraz (krypto)reklama – polecamy zgłosić się do chyba jedynego jasnowłosego i niebieskookiego Greka o imieniu Janis sprzedającego wycieczki przy Laganas–Kalamaki Road (oficjalna nazwa ulicy) mniej więcej naprzeciw knajpy „Robin Hood” – jak się dobrze zagada (powie, że poleciłem) jest szansa na zniżkę i tak od jednej z najniższych cen w Laganas, przy odrobinie zainteresowania doda do oferty DVD z historią Zakynthos. Poza tym też ma żonę w ciąży (5 miesiąc w maju) – trzeba chłopaka wspomóc. Wyspa Jeżdżąc po wyspie autokarem rzeczywiście można stwierdzić jak bardzo jest zielona (co prawda nawet Laganas, w części najbardziej zachodniej, gdzie utrzymany został grecki klimat, jest także niesamowicie zielono – kolorowe od kwiatów, palm i winorośli). Pozostały tu także dziko rosnące lasy piniowe, które np. na Krecie wykarczowano wieki temu. Poza tym zwłaszcza zachodnia górzysta część wyspy nie jest tak bardzo skolonizowana, pomimo, że górki nie są wcale tak bardzo strome, jak na Krecie. Uwaga dla wypożyczających samochody (co w sumie nie jest bardzo drogie) – drogi są kręte i miejscami wąskie, włażą na nie kozy itp., pomimo że daleko im do kreteńskich urwisk – niemniej nie liczyłbym na przejechanie 60 km w godzinę i nie polecam dla początkujących kierowców. Sama wyspa przedstawia się malowniczo – nawet jeśli w niektóre miejsca docierają brytyjscy turyści i zdążyli już nieco spaczyć lokalną kulturę, to jest co oglądać i można poczuć „klimat”. Dla przykładu – w wiosce Exo Hora znanej m.in. z najstarszego drzewa oliwnego na wyspie (Grecy bardzo luźno podchodzą do datowania – wg różnych źródeł oliwka ma 1200–2000 lat) poza lokalnym niedorozwiniętym chłopcem grającym na fujarce pod drzewem (a po odjeździe autokaru liczącym kasę i natychmiast idącym do knajpki dla turystów) jest typowa grecka tawerna i przy niej sączący uzo z wodą, Grecy grający w warcaby i przerzucający koboli (kobolei? – taki ni to różaniec ni zabawka). Autokar (z klimatyzacją itp.) jak i wycieczka są typowo pod Brytyjczyków więc konieczny jest przystanek na tzw. zakupy „lokalnych” wyrobów, przy czym, pomimo że nie znaleźliśmy metki „Made in China”, to wszystkie te rzeczy dało się kupić potem w stolicy wyspy o 1/3 taniej. Dodać trzeba, że nawet jeśli pani przewodnik wycieczki była Greczynką (z doskonałym angielskim) to nie potrafiła np. wytłumaczyć dat na pomniku powstańców (znalezione potem w przewodniku), a „zwiedzanie” było mocno po łebkach – na zasadzie: niech se Brytole trzasną parę zdjęć – i tak ich niewiele interesuje i nic nie zapamiętają. Cóż – trzeba się samemu zainteresować albo spytać Greka (to też nie każdy będzie wiedział). Zabytków na wyspie zostało niewiele (ze względu na trzęsienie ziemi w 1953 roku), a to co zostało nawet jeśli malownicze nie przedstawia dużej wartości historycznej – niemniej warto zobaczyć. Obowiązkowy jest też przystanek, żeby zrobić kilka zdjęć „shipwrecka” z urwiska – z góry wygląda to efektowniej niż ze statku, a platforma do tego celu powoduje pewien dyskomfort nawet u osób bez specjalnego lęku wysokości. Grecy chyba ze względu na tysiąclecia historii podchodzą bardzo luźno do dat, dlatego proszę się nie dziwić jeśli usłyszy się kilka różnych dat zatonięcia statku przemytniczego, który obecnie jest „shipwreckiem” – my usłyszeliśmy lub przeczytaliśmy 3 różne daty – można sobie wybrać. Standardowym celem wycieczek jest też Porto Vromi: „Śmierdzący port” – obecnie już tylko przepiękna zatoczka o lazurowej wodzie, pachnąca raczej piniami niż czyszczonymi tu dawniej rybami. Wybrzeże wyspy najlepiej oglądać ze statku – wokół wyspy pływają większe jednostki, natomiast jaskinie dookoła całej wyspy odwiedzają mniejsze łódeczki zwykle dźwięcznie nazwane „glass bottom boat”, przy czym „glass bottom” oznacza maleńkie szybki w dnie, przez które i tak nic nie widać, niemniej mniejsza jednostka ma szansę zmieścić się cała w jaskini. My wybraliśmy się większą jednostką o wdzięcznej nazwie „Dolphini” („Delfin” dla niekumatych), którego niezaprzeczalną zaletą była załoga władająca biegle angielskim, niemieckim i włoskim i na bieżąco komentująca co widzimy, oraz z czym to się wiąże (mam informacje, że na niektórych innych statkach bez komentarzy rejs jest nudnawy). Niektóre komentarze były może i nieco śmieszne jak w wypadku Dolphin Caves, gdzie komentator prosił turystów o ciszę to „może zobaczymy delfiny” – biorąc pod uwagę szum silników oraz fakt, że delfiny wyprowadziły się stamtąd 20 lat temu i przy statkach średnio co 30 min niekoniecznie będą chciały szybko wracać byłoby jak trafienie w lotto. Niemniej przepiękne Blue Caves, klify (i jaskinie) w zachodniej części wyspy, lazurowa woda – wszystko to zapewnia niesamowite wrażenia estetyczne. Ponadto statek miał 3 przystanki na kąpiel – w tym jedną przy słynnym wraku statku, gdzie schodziło się na ląd i można było 1,5 godz poplażować. Poza płytką zatoką Laganas woda w maju jest jeszcze zimna (ale cieplejsza niż Bałtyk w sierpniu), ale skakanie z górnego pokładu statku czy zjeżdżanie ślizgawką zamontowaną na statku też może dostarczyć wrażeń. Nurkujący powinni zabrać maski – życie podwodne nie jest tak bogate jak na Krecie, ale da się coś wypatrzyć (dotyczy to całej wyspy, ale na głębszej wodzie i w pobliżu skałek zawsze rybek/skorupiaków/rozgwiazd/jeżowców itp. jest więcej). Żółwi nie widzieliśmy i też nie szukaliśmy (choć są wycieczki z „gwarantowanym” wypatrzeniem żółwia), bo i po cholerę straszyć te parę pozostałych sztuk. Stolica Stolica wyspy nazywa się tak samo jak sama wyspa, niemniej można się spotkać z nazwą Zante. Do miasta kursują, ponoć w miarę regularnie, autobusy KTEL (ichni PKS) jednakże rozkład jazdy, który można znaleźć w Laganas jest kompletnie nieaktualny – ale można poprosić znajomego Greka (Janis) o jego uaktualnienie – na telefon ponoć odpowiadają. A jeśli dotrze się już do Zakynthos sytuacja jest zdecydowanie gorsza, ponieważ budynek „dworca autobusowego” jest lekko zrujnowany i wygląda jak by był od 20 lat w remoncie, nikt w nim nie urzęduje i nie ma także na nim żadnego rozkładu jazdy (podobnie jak na żadnym z przystanków KTEL w mieście). Pozostaje „wyluzować się” na sposób grecki i czekać, kiedy przyjedzie autobus lub dymać 8 km piechotką do Laganas – my wybraliśmy drugą opcję – co pozwoliło obejrzeć średnio–turystyczną część nizinną wyspy: Brytole na warczących quadach są wszędzie. Samo miasto jest zdecydowanie bardziej greckie i naturalne niż Laganas. Ceny są w sumie podobne (choć SPAR w Zakynthos czy Lidl po drodze do Laganas mają ceny o parę eurocentów niższe), niemniej frappe w wąskich uliczkach i greckim otoczeniu inaczej smakuje. Te zabytki które można w stolicy zobaczyć (głównie imienia lub ku czci Dionizosów – albo świętych, albo poetów) zostały odbudowane – ale ponoć relikwie mają oryginalne. Przewodniki mówią, że nie jest to to samo Zakynthos, co przed 1953 rokiem i miasto nie ma dawnego klimatu, bo mnóstwo budynków jest z żelbetu zamiast z kamienia, ale po Laganas i tak jest miłą odmianą. Warto je obejrzeć na własną rękę i poszwendać się uliczkami – niestety w Zakynthos nie każdy potrafi mówić po angielsku, więc mapa i odrobina orientacji nie zawadzi (w marketach rozdają mapki wyspy i miasta z reklamami firm i hoteli). Podsumowanie Zakynthos to rzeczywiście piękna wyspa – taki typ leżąco–wypoczynkowy, ale niewiele to jej ujmuje. Oczywiście pod kątem kulturowo–antropologicznym nie dorównuje Krecie (Kreteńczycy są dumni z miejsca swego pochodzenia) czy nawet pobliskiej Keffaloni, ale jeśli ktoś ma dość stresu w pracy i chciałby odetchnąć i posmażyć się na plaży – to jest to miejsce, gdzie powinien się wybrać. Również tutaj Grecy są wyluzowani na max i nigdzie im się nie spieszy. Okolica jest piękna, a nawet wycieczki po wyspie i dookoła niej nie zmuszają do zbytniego wysiłku fizycznego. Niestety nawał turystów z UK jest odczuwalny nawet przed sezonem. Pozostaje wypoczywać przy hotelu, na obrzeżach miejscowości (bo Brytoli ciągnie się aż do „centrum”) lub wybrać się w głąb wyspy. Zresztą wszystko ma swoje walory poznawcze, a dla niektórych nastolatków takie Miami w Grecji, z dyskotekami i burgerami zamiast fety, może być namiastką „wielkiego świata” w „zapadłej greckiej dziurze”, gdzie nastolatka zabrali zaborczy rodzice. Jeśli chodzi o biuro Rainbow Tours, które organizowało wyjazd powiem, że nie odbiega od standardów – ani na plus, ani na minus, Rezydentka co prawda chyba dopiero zaczynała pracę w tym charakterze i nieco za bardzo rozpływała się w zachwytach (była mało obiektywna), jej opieka była bardziej na papierze niż w realu, a ceny wycieczek z biura miały wściekłe przebitki – ale to bynajmniej nie odbiega od standardu. Niemniej wracając z Zakynthos można nabawić się szoku termicznego (kataru itp) – przylot wiązał się ze zmianą temperatury z 32 stopni na 12 (i deszcz). Svean (Marek Swędrak) Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-06-14 12:07:02 | ~WieswedSUPER RELACJE!!!
Dzięki za obszerne i /jak sądzę/ bardzo przydatne informacje. Życzymy kolejnych wycieczek i bardzo liczymy na podzielenie się spostrzeżeniami i wrażeniami z pobytu. Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-06-15 08:38:51 | ~swedrakBardzo ciekawe a jednocześnie w sposób analityczny ujęte wrażenia z pobytu w Grecji na
wyspie Zakynthos. Stanowią one cenne żródło informacji związanych nie tylko z opisem samej wyspy i jej najciekawszymi miejscami, ale będące jednocześnie pakietem bardzo pożytecznych porad dla... Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-07-23 19:20:12 | ~MonikaDuzo ciekawych informacji dla ludkow przedurlopowych, ale troche przesadzasz z dogryzaniem Anglikom. To prawda, ze sa przyzwyczajeni do swojego smieciwego jedzonka i szukaja go wszedzie, ale trudno sie dziwic ze wszystkie turystycznie ciekawe miejsca sie dostosowuja. To Anglik jedzie z...
Re: Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-07-26 12:39:46 | SveanJa tam Anglików nie winię, że mogą jeździć 4 razy do roku, szkoda tylko, żeby kultura grecka (jednak nieco odmienna od anglosaskiej) rozmyła się gdzieś między McDonaldem i waleniami na plażach. Nie żebym był wojującym z konsumpcyjnym stylem życia idealistą, ale np. Kreta podobała mi się bardziej...
Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-08-14 12:25:52 | ~kriswNie wiem jaki Pan widział dworzec autobusowy ale ten w stolicy to jest nowiutki (chyba, że go otworzyli w międzyczasie). My byliśmy tam w lipcu. Autobusy chodziły jak chciały i rozkład to tylko sobie wisiał. Wyspa ciekawa i warta odwiedzenia.
Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2009-08-29 00:07:57 | ~BożenaSuper analityczy opis wszystkich zjawisk dobrych i złych,napisany od serca i z sercem.Gratulacje.Zastanawiam się,czy takiego czlowieka nie powinien mieć jakiś konkretny przewodnik turystyczny na swoim etacie,jeszcze raz gratulacje i czekam na nastepny felieton,pozdrowienia
Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2010-04-29 23:21:16 | ~BARBARAWITAM! OPIS WYSPY PRZEZ PANA JEST ZGODNY Z PRAWDA MIESZKAM TUTAJ,WYSPA JEST PIEKNA POLECAM! TYLKO NIE W LAGANAS I ARGASI TO SA" KURORTY " DLA "SMIECI EUROPY" ,NIESTETY! ABY ZWIEDZIC WYSPE DOBRZE JEST WYNAJAC SKUTER NA WYSPIE JEST WIELE WIOSEK I WIELE TAVERN GDZIE MOZNA ZJESC PYSZNE TRADYCYJNE...
Re: Re: Relacja z pobytu - Grecja - Zakynthos - Anastasia Beach Hotel - maj AD 2009 | 2010-05-11 13:02:59 | ~LEWŚwietny opis, za który bardzo dziękuję. WYDAJE SIĘ BYĆ BARDZO OBIEKTYWNY. WYBIERAM SIĘ Z RODZINĄ NA ZAKYNTHOS W SIERPNIU I NIESTETY OBAWIAM SIĘ ŻE , W TYM WŁAŚNIE TERMINIE ,HAŁAŚLIWI ANGOLE UDERZĄ ZE ZDWOJONĄ SIŁĄ. MIAŁAM OKAZJĘ PRZEBYWAĆ Z NIMI W JEDNYM HOTELU BĘDĄC NA KANARACH. PROSZĘ MI...
|
KategorieWyszukiwarkaPisz do Nas
Jeśli chcesz się podzielić wrażeniami, ostrzec przed nieuczciwością, polecić miejsca godne uwagi, zamieścić ofertę swojego ośrodka
zrób to TERAZ!
Nasi partnerzy |